Specyficznym zjawiskiem, które od jakiegoś czasu obserwuję z niemałą fascynacją (i - nie da się ukryć - z dużą dozą pobłażliwości), jest kontestacja. Ale nie kontestacja po prostu, a jej bardzo specyficzny i popularny - zwłaszcza wśród ludzi młodych i "z ambicjami" - podgatunek, mianowicie kontestacja dla samej kontestacji.
A zatem należy bojkotować Grono, Naszą Klasę, Blogi (to też kiedyś miałem - jak widać mi przeszło :)), Facebooka, Goldenline, Gmaila, BMW, McDonald'sa, KFC, eleganckie restauracje, TVN, Polsat, Zarządzanie i Marketing, anime, muzykę elektroniczną, heavy metal... ad infinitum.
Kurde, może ja się nie znam i faktycznie trzeba. Niektóre może faktycznie wypadałoby zbojkotować z takich a nie innych względów - jak np McDonald'sa i to NIE za to, że jest niesmaczny i niezdrowy (bo litości, państwo kontestanci, co to za argument, skoro żarcie w Macu smakuje milionom ludzi, którzy przy tym nie palą papierosów?), a za to, że wycina lasy tropikalne w ramach przystosowywania gruntów pod pastwiska. OK, punkt dla Was.
To teraz delikatniej: dlaczego należy bojkotować Grono? Bo jest dla gówniarzy nie mających własnego życia. Kropka.
A BMW? Bo to dresiarskie samochody. Kropka.
A Yamahy R6 i R1? Bo to dresiarskie motocykle. Kropka.
I w ten oto sposób nagle okazało się, że jestem dresiarzem (bo bardzo lubię BMW i supersporty Yamahy) nie mającym własnego życia (bo korzystam z Grona).
Zawsze mi się wydawało, że to użytkownik konstytuuje "jakość" rzeczy (w cudzysłowiu, bo nie chodzi o jakość popularnie rozumianą jako ergonomię, trwałość itd.). Olewanie BMW, bo jeżdżą nim dresiarze, jest mniej więcej tak sensowne, jak rezygnowanie ze śpiewania, bo Doda też śpiewa. Może litości troszkę, proszę Państwa?
To samo z Gronem. Osobiście używam go jak wygodnej skrzynki mailowej - zwłaszcza jeśli chodzi o kontakt z ludźmi, z którymi kontakt mam dość rzadki i ich adres mailowy nie jest mi znany. Naciskam 'wyślij do wszystkich' (czy jak to się tam nazywa) i informowanie o imprezie czy wyjeździe na żagle mam z głowy. A przy okazji mogę obejrzeć nowe moto kolegi spod Zakopanego oraz dwa dni temu urodzoną córkę przyjaciółki z Poznania. Nie wspominając już o haniebnym wręcz (z pewnością) okazjonalnym udzielaniu się na gronie o motocyklach.
Cóż ze mnie za no-life.
Pozostałych podanych przeze mnie przykładów nie będę już analizował - każdy może w końcu zrobić to we własnym zakresie. W każdym razie uważam, że kontestacja - owszem, ale rzeczy jednoznacznie złych. Możemy czegoś nie robić/słuchać/oglądać, bo nam się nie podoba. Ale od razu niszczyć? To bardzo płytka - dresiarska właśnie - ideologia, drodzy Państwo. Oni też niszczą wszystko, co im nie pasuje.
Co pozostawiam Wam pod rozwagę ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz