środa, 8 lipca 2009

Les jours tristes

Oglądałem film wczoraj. I wywarł na mnie ogromne wrażenie. Słuchałem OST w kółko i karmiłem się tym wrażeniem. A potem przyszedł następny dzień i wrażenie, choć nadal żywe, jest już w sposób wyraźny pokryte warstwą śniedzi.
Zacząłem więc myśleć - czym więcej jest to wszystko, co tu robimy, poza kolekcjonowaniem wrażeń? Czy nie jest tak, że są wszystkim, co mamy, beznadziejnie porównywane z rzeczywistością obok - z filmów, ze wspomnień, z opowieści - i ciągle próbują być ich marną kopią? Czy nie właśnie tak konstytuujemy swoje marzenia? I gdy na wrażeniach pojawi się śniedź, czy nie szukamy nowych, byle tylko przez jakiś czas czuć, że żyjemy?
Czasem ostatnio patrzę na siebie i zastanawiam się, jak puste się zrobiło to wszystko. Jak pusty zrobiłem się ja. I coraz częściej mi się wydaje, że nie jestem właśnie nikim więcej niż kolekcjonerem wrażeń - wiszą na ścianie z podpisami "miłość", "przyjaźń", "żagle", "Japonia" itd. itd. Równie sztampowe jak zdjęcie z Włoch, gdzie wszyscy niezwykle pomysłowi turyści udają, że przechylają wieżę w Pizie.

Czy aby nie jesteśmy takimi właśnie cholernymi turystami przez życie?

piątek, 3 lipca 2009

Żyję...

...ale mam sesję, więc chwilowo czasu na pisanie brak ;). Więc jeśli ktokolwiek tu podczytuje, to proszę o wyrozumiałość. Niedługo powinienem coś dodać :).